Wielkanoc w Stambule
Wielkanoc w Stambule
Spirala okrucieństwa rozkręca się i jak pożar rozprzestrzenia na
Bliskim Wschodzie. Im więcej VIP-ów tego świata stara się go ugasić, tym
więcej incydentów podsycanych nienawiścią i nietolerancją rozdmuchuje płomień
i przenosi na coraz większe obszary. Okrucieństwo, mściwość i śmierć są
regułą, zasadą akceptowaną przez coraz bardziej znieczulony świat jako coś
normalnego. Czym tu się martwić? W pieleszach naszej własnej, przytulnej,
wygodnej egzystencji nie czujemy nic, zaledwie pogardę dla cierpienia. Nikt
nie jest w stanie położyć kres temu panowaniu nienawiści i terroru. Im
bardziej to zło się rozplenia, tym bardziej normalne się staje. Umywamy ręce
jak Poncjusz Piłat, z mglistym uczuciem, że to niegodne mieszać się w
ludzkie nieszczęścia. Jednakże ten nieczuły, pozbawiony serca świat, dzięki
kolektywnemu wstępowaniu do Sahadźa Jogi, ponownie odkrył swoją rację
bytu, swoją wartość i swoją wewnętrzną żywotność.
Spotkanie wielkanocne w Stambule było świętowaniem zmartwychwstania
Chrystusa, lecz także demonstracją dla całego świata, że serdeczna miłość
i wyrozumiałość może połączyć pod jednym dachem tureckich i greckich,
izraelskich i arabskich Sahadźa Jogów, a także jogów z zachodu i ze
wschodu. Wzajemne odczucie jedności, spontaniczność, z jaką zawiązywały
się przyjaźnie, wspólna radość niosły się wraz z dźwiękami muzyki i
rytmem tańców. Dla mnie wszystko to było żywym potwierdzeniem, że Sahadźa
Joga staje się mikrokosmosem tolerancji i uczuciowości, które należy
rozprzestrzenić na cały świat. Pewnego dnia marzenie to się spełni i
nasza planeta stanie się Rajskim Ogrodem.
Danurdara, 25 kwietnia 2001 roku.